Donna Tart „Tajemna historia”


gwiazdki

donna-tart-2

Przeleżała na mojej półce dość długo, ale w końcu doczekała się przeczytania. Mowa o książce Donny Tart „Tajemna historia”, która zawładnęła moim światem przez kilkanaście wieczorów.

O autorce słyszałam wcześniej, chociaż nie miałam okazji przeczytać nic jej autorstwa. Kiedy więc otrzymałam jej książkę z okazji urodzin – ogromnie się ucieszyłam.

Książka, chociaż dość gruba (ponad 500 stron) to jednak wciąga w swoją fabułę. Nie wiem czy tylko mnie, ale język autorki, bardzo bogaty i literacki, kojarzy się z powieściami C. R. Zafón’a. Poza tym samą fabułę można porównać do „Zbrodni i kary” Dostojewskiego. Z pewnością jednym wyda się nudna, a innym wręcz przeciwnie. Mi się podobała. Nie ma tam wartkiej akcji, pościgów czy pogoni za mordercą. Jest natomiast stopniowo budowane napięcie (momentami zbyt długie), które przeradza się w analizę własnego życia.

Główny bohater wplątany w sieć tajemniczych czynów oraz zbrodni, jest niczym Raskolnikow. Jego rozważania, o tym czy było warto, czy słusznie, czy można po tym, czego dokonał, dalej żyć – są bardzo trafne. Książka przedstawia historię, która mogłaby się wydarzyć w życiu. Irytujący przyjaciel, który wie zbyt wiele, szantażuje, aż w końcu ginie z rąk najbliższych. Każdy bohater niesie ze sobą jakąś tajemną historię…

Zgadzam się jednak z krytykami, że momentami miałam wrażenie, że tą samą historię opowiedziałabym na 250 stronach. Czasami dialog, który niewiele wnosił do akcji, ciągnął się niemiłosiernie długo.

Książka ciekawa chociaż nie sięgnęłabym po nią drugi raz, w przeciwieństwie do wymienionej wyżej „Zbrodni i kary” Dostojewskiego. Nie mniej za sam język, jakim posługuje się autorka, duży plus. Mam poczucie, że w tych czasach, znaleźć książkę, napisaną ładnym, literackim językiem jest bardzo trudno. Większość autorów chcących trafić do jak największej grupy czytelników, sięga po proste zdania i oklepane frazesy. W „Tajemnej historii” tego nie znajdziecie.

donna-tart

Ulubione cytaty:

Piękno to strach. Cokolwiek nazywamy pięknym, boimy się tego (…)”

Już raz się z nią żegnałem, teraz jednak kosztowało mnie wszystko, co miałem, by znów się pożegnać, po raz ostatni, niczym biedny Orfeusz odwracający się, by po raz ostatni rzucić okiem na ducha swej jedynej miłości i z tym samym uderzeniem serca tracący ją na zawsze – hinc illae lacrimae, stąd te łzy.

„Nigdy, ani razu, w żadnym sensie nie przyszło mi do głowy, że wszystko to jest czymkolwiek poza grą. Atmosfera nierzeczywistości okryła nawet najbardziej prozaiczne szczegóły, tak jakbyśmy obmyślali nie śmierć przyjaciela, tylko plan wspaniałej wycieczki. Przynajmniej ja nigdy do końca nie wierzyłem, że kiedykolwiek naprawdę ją odbędziemy.”

„Czemu ten uparty głosik w naszych głowach tak nas zadręcza? „

„To, co nie do pomyślenia, jest niewykonalne…”

„Niestety biedny dżentelmen
wygląda nie jak ruiny swej młodości
lecz jak ruiny tych ruin

Z mojego Czytelniczego Wyzwania skreślam „książka, która ma więcej niż 500 stron” 😀

Posted on 12/06/2016, in AKTUALNOŚCI, NIEZBĘDNIKOWY KĄCIK CZYTELNICZY and tagged , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: